Miesiąc 5

W wodzie jest fajnie!

Jak już przetarliśmy pierwsze szlaki i przekonaliśmy się, że wyjścia z dzieckiem nie są takie straszne (a w tej chwili są to w naszym przypadku już wyjścia z dwójką dzieci ;) ), zapisaliśmy Alę na basen. Chcieliśmy, żeby od początku nie bała się wody i żeby swobodnie się w niej czuła. Pierwsze wyjście było dość męczące: czy na pewno wszystko mamy, czy nie jest jej za zimno, czy jej się podoba, czy się nie zestresowała…. Takie tam wątpliwości młodych rodziców ;).

 

Ala została wyposażona w pieluszki do pływania (testowaliśmy Babydream i Huggies – obie firmy możemy polecić, ale zaznaczam, że u nas obyło się bez większego ładunku i nie wiem jak pieluszki poradziłyby sobie z tzw. „dwójką” ;)). Nieświadoma naszych zmartwień po prostu cieszyła się wodą. A o to tak naprawdę chodziło.

 

 

 

 I muszę dodać, że od tamtej pory cały czas regularnie chodzimy na basen, który stał się jednym z jej ulubionych miejsc. Warto pamiętać, żeby zabierać ze sobą Paklanki-woreczki na zużyte pieluszki.

Różne przygody zdarzają się po drodze a nie zawsze znajdzie się pod ręką kosz na śmieci. Niektórzy z Was pewnie doskonale wiedzą co mam na myśli ;).  Ważne też, żeby po wyjściu z basenu nie przeziębić maluszka. Kwestia jaką mamy porę roku, w lecie jest zdecydowanie łatwiej wszystko ogarnąć. U nas była to bardzo wczesna wiosna i przydał nam się dla Ali ciepły kocyk-z jednej strony bawełna, z drugiej minky (minky to najmilszy materiał na świecie, uwielbiam go!) a pomiędzy ocieplenie.

 Tak zapakowanemu dzieciakowi (+ oczywiście odpowiednia do pory roku czapeczka!) żadna pogoda nie straszna! Początkowo mieliśmy specjalny kocyk do fotelika samochodowego. Specjalny, czyli z wycięciami na pasy i posiadający napki do spięcia. Niby fajna sprawa…tak myślałam kupując go. W praktyce okazało się, że to żadna rewelacja-niewygodnie przekłada się pasy przez wycięcia i tak naprawdę zwykły kocyk  sprawdza się dużo lepiej.

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli planuje się zapisać niemowlaka na basen, fajnie jest go wcześniej trochę przygotować. Będzie to wtedy mniejszy stres i dla dziecka i dla rodziców. Podczas kursu, na który my uczęszczamy, już na pierwszych zajęciach niemowlaki nurkują więc w domu można zacząć od polewania wodą główki w wannie – o ile maluch nie będzie się buntował. Można w tym celu użyć np. piłeczki deszczowej Plui.

 

Teoretycznie przewidziana jest dla dzieci od 2 lat, ale spokojnie można się nią bawić w wannie nawet z malutkim dzieckiem. Wystarczy napełnić ją wodą a "pada" z niej przyjemny deszczyk, który można kontrolować zamykając i otwierając otwór na górze. Oczywiście można też użyć zwykłej konewki-zabawki i w ten sposób zapoznać dziecko z mokrą główką. Deszczowa piłka jest o tyle fajna, że urozmaica kąpiel zarówno maluchom jak i trochę starszym dzieciakom, a przy tym nie jest droga.

 

Z kolei  do zabawy w domu hitem była inna piłeczka –Oball.

Jest naprawdę super, bo łatwo się ją chwyta, można ją gnieść, gryźć, kopać, rzucać.  Oczywiście nie zawiera PCV ani lateksu a wyprodukowana jest z wykorzystaniem najnowszych technologii, mających zastosowanie m. in. w medycynie. Piłeczka jest więc w 100% bezpieczna nawet dla najmniejszych dzieci. Świetnie się sprawdza jako gryzak przy bolących dziąsełkach – przetestowaliśmy na Ali a aktualnie testujemy na jej braciszku Antosiu. Aha i jest kilka odmian – poza zwyczajną piłeczką są też m.in. piłki z grzechotką w środku, piłki do pchania (dla trochę starszych dzieci) a także wersja męska-samochodziki.

 

                           

 

 

A skoro zaczęliśmy temat ząbkowania… muszę przyznać, że Ala dość dzielnie zniosła ten okres i jak to się mówi „dała nam żyć” ;). Ale oczywiście bywały też gorsze dni… i noce…. Tym bardziej, że wychodziły jej wszystkie 4 jedynki na raz!!! A później znowu kolejne 4 zęby na raz! I tak w kółko…Wcześniej już wspominałam, że znajomi polecili nam preparat homeopatyczny Camilia i on w naszym przypadku okazał się najskuteczniejszy.

Dodatkowo stosowaliśmy też maści: Bobodent i Dentinox (skład i działanie obu maści bardzo podobne). Sprawdziliśmy je na sobie i faktycznie po paru minutach czuć na dziąsłach delikatne „znieczulenie”. Problem polega bardziej na aplikacji u takiego malucha, który zawzięcie zlizuje maść. Zaopatrzyliśmy się też w mocniejsze środki, tak na wszelki wypadek, czopki Viburcol, ale na szczęście okazały się niepotrzebne.

Piąty miesiąc to również czas rozszerzania diety. My zaczynaliśmy od słoiczków, dopiero później przeszliśmy na domowe jedzenie. Ala niespecjalnie przepadała za jedzeniem i tak jest do tej pory… Początki karmienia wspominam jako jeden wielki koszmar więc nie chcę się rozwodzić na ten temat-w przypadku naszego niejadka łatwo nie było. I do tej pory nie jest. Jeden malutki słoiczek (125 g) mógłby jej starczyć na kilka dni :). W związku z tym, że nie była w stanie zjeść go na raz bardzo przydał nam się podgrzewacz.

 

Oczywiście nadaje się on także do podgrzewania mleka, ale nam potrzebny był w pierwszej kolejności do słoiczków. Raz dwa obiadek był gotowy  a po jedzeniu słoiczek po prostu wyrzucany ( u nas niestety często z zawartością….). Jednocześnie Ala cały czas była jeszcze karmiona piersią więc pilnowałam, żeby nie było problemów z laktacją i piłam herbatkę laktacyjną. Chyba wcześniej tego nie pisałam, ale podczas pobytu w szpitalu, zaraz po porodzie, wszystkie dziewczyny piły granulowaną herbatkę Hippa.

Ja też poprosiłam o nią męża, ale jak tylko wróciłam do domu zaczęłam szukać innej alternatywy. Te granulki były dla mnie jako osoby niesłodzącej zdecydowanie za słodkie. Znalazłam herbatkę, która najbardziej mi podpasowała, firmy Babydream (Rossmann).

W składzie jest anyż, koper włoski, kminek, melisa i werbena cytrynowa i co najważniejsze 0 cukru. To istotne nie tylko dla mamy, ale też dla dziecka – cukier przenika do mleka matki i może (choć oczywiście nie musi) powodować ciemieniuchę u maluszka.

I ta herbatka jest ze mną do dziś. Bo aktualnie jestem właśnie w piątym miesiącu życia dziecka. Mojego drugiego dziecka :).

 

 

 

 

                                                                    




wyprawka

Komentarze

mamaignasia   [2014-01-29 16:12:07]
Mój synek też uwielbiał oball-bawił się tą piłeczką razem z naszym psem ...;)
 
ela   [2014-01-29 11:25:30]
Oball super, nam sprawdziły sie w trakcie ząbkowania, a potem dziewczyny dostały wersję piłki-pchacza idealnej do zabaw na spacerze bo moznabyło odłączyć pałąk i bawić sie jak zwyklą piłką.
 
mama500   [2014-01-29 10:44:39]
Do pati123: podgrzewacz to super wynalazek i przy okazji chyba jest zdrowszy od robienia jedzenia w mikrofalówce ??? Przy okazji - dziękuję za informację o basenie, już dawno się zastanawiałam czy zapisać mojego dziubdziusia no i chyba po tym wpisie już się przekonałam co do tego pomysłu. Pozdrawiam redakcję !!! Macie bardzo przydatne informacje.
 
madziaa   [2014-01-21 08:52:48]
Potwierdzam, że herbatka Hippa jest wstrętna. Ja kupowałam w aptece - chyba Herbapolu.
 
pati123   [2014-01-20 22:27:21]
A nam się podgrzewacz średnio przydał.... mało z niego korzystałam, podgrzewałam głównie w mikrofali. Za to kocyk z minky to rewelacja! My mamy dodatkowo też całą pościel z tego materiału :)
 
Emilia   [2014-01-20 16:10:02]
Jak dla mnie wynalazca Oball powinien otrzymać nagrodę Nobla. Ta zabawka to mistrzostwo świata. Moja młodsza córeczka dostała ją w prezencie. Najpierw sobie pomyślałam: ot, zwyczajna piłka z dziurami. Ale potem zmieniłam zdanie. Córeczka bez problemu ją trzyma w rączkach i widać,że jest nią zainteresowana. Piłka daleko nie ucieka, więc na tym etapie przemieszczania się pełzającego, maleńka jest w stanie ją dogonić. Ta piłka to też dobry produkt dla starszych dzieci- z 4-letnią starszą córką bawimy się w kolory. Piłka jest niezniszczalna, zgniatanie i inne próby sprawdzania wytrzymałości przeszła celująco. Także również polecam Oball.